90. urodziny Profesora Zygfryda Wawrzynka 

26 grudnia swoje 90. urodziny obchodził dr n. med. Zygfryd Wawrzynek, prof. honorowy SUM – wybitny lekarz, pionier nowoczesnej radiologii interwencyjnej, nauczyciel akademicki i autorytet, który przez dekady kształtował kolejne pokolenia lekarzy.

Z tej wyjątkowej okazji podczas styczniowego posiedzenia Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach Jubilatowi złożono serdeczne życzenia zdrowia, pogody ducha oraz dalszych lat wypełnionych spokojem, życzliwością i satysfakcją z niezwykle bogatego dorobku zawodowego i dydaktycznego.

90. urodziny to okazja do wspomnień. Profesor Zygfryd Wawrzynek otrzymał poruszający list od Kolegi – list będący osobistym świadectwem wielkości lekarza i siły charakteru człowieka. Jego autor wraca pamięcią do lat siedemdziesiątych, do czasu studiów i ćwiczeń klinicznych w Centralnym Szpitalu Klinicznym w Katowicach-Ligocie, gdzie młodzi adepci medycyny trafili do stworzonej przez prof. Zygfryda Wawrzynka nowoczesnej Kliniki Radiologii, a dokładniej – do Pracowni Radiologii Interwencyjnej.

 

Za zgodą adresata przytaczamy fragment tego listu: 

„Na stole zabiegowym leżała kobieta, u której sonda starego rozrusznika zrolowała się do komory serca. Na obrazie rentgena dostrzec można było niezwykłe kłębowisko, a w zasadzie „drutowisko" pulsujące w rytmie serca. Nad pacjentką stałeś TY, postać, o której wprawdzie już głośno było na uczelni, ale tego dnia stojąc za ołowianą szybą dzielącą nas od Ciebie i pacjentki szeptaliśmy – to właśnie ON, to ZYGA. ZYGA tymczasem pracował skoncentrowany, wykorzystując zebrane w Szwajcarii umiejętności. Za pomocą specjalnego cewnika udało mu się wydobyć końcówkę drutu sondy rozrusznika przez żyłę na zewnątrz. Tutaj zaczęły się jednak dramatyczne schody. Końcówka sondy przez lata niemalże „przyspawała” się do mięśnia serca i była nie do ruszenia. Pociąganie za sondę powodowało gwałtowne zaburzenia rytmu serca, prowadząc do krótkotrwałej utraty przytomności pacjentki. Patrzyliśmy na ZYGĘ przez szybę w napięciu. Pytaliśmy bezgłośnie co ZYGA może dla tej pacjentki jeszcze zrobić. Nasza obecność – gapiów bez doświadczenia – nie mogła Mu absolutnie nic pomóc w podjęciu decyzji. Chodziło nam po głowie, że jedyną możliwością rozwiązania problemu jest chyba tylko operacja na otwartym sercu, związana z komplikacjami oraz ryzykiem śmierci. Minuta płynęła za minutą. ZYGA stał nad pacjentką jak posąg w swojej charakterystycznej, poznanej w ciągu następnych lat pozie, podpierając prawą ręką łokieć ręki lewej, której to pozostała reszta kończyła się kciukiem i palcem środkowym na podbródku i brodzie, a palcem wskazującym na policzku podtrzymując głowę. Wstrzymywaliśmy oddech. Zdawaliśmy sobie sprawę, że decyzja jest bardzo trudna, że nikt do tej pory, żaden lekarz na świecie, takiej decyzji nie musiał podejmować. Czy przekazać pacjentkę do operacji na otwartym sercu, czy zdecydować się na niekonwencjonalne, siłowe, mechaniczne usunięcie sondy ryzykując nieodwracalne uszkodzenie mięśnia sercowego, tj. „dziurę" w mięśniu komory, której załatać ani plastrem, ani materiałem do uszczelnienia dętki rowerowej już się nie da. Minuta płynęła za minutą. ZYGA stał nad pacjentką jak posag w swojej charakterystycznej pozie. Nam pojawił się pot na czole. Podejrzewam, że u ZYGI płynął strumieniem po plecach. Staliśmy w milczeniu obserwując pojedynek rozumu, doświadczenia, szacunku i miłości lekarza dla pacjenta oraz lekarza walczącego z niepewnością. Pamiętam, że trwało to bardzo długo ZYGO. My zaciskaliśmy kciuki a Ty analizowałeś wszystkie „za" i „przeciw". O czasie rozstrzygnięcia wewnętrznego sporu zadecydowałeś sam. Po tym czasie, który trwał dla nas w nieskończoność akcja potoczyła się błyskawicznie. Szybkim i silnym ruchem ręki pociągając za końcówkę sondy usunąłeś ją z mięśnia sercowego. U pacjentki doszło, zgodnie z oczekiwaniami, do zatrzymania akcji serca, którą masażem natychmiast przywróciłeś. Po zakończeniu zabiegu biliśmy Tobie i pacjentce brawo. Owacja była taka jak w teatrze. My studenci, świadkowie prawdziwej historii, która rozegrała się na naszych oczach. Przekazywaliśmy ją dalej tym, którzy tego niezwykłego zabiegu nie widzieli. Na Twoje wykłady przychodziła coraz większa rzesza studentów. Przychodzili poznać ZYGĘ, wzór prawdziwego lekarza, który jak się okazało, był również wspaniałym dydaktykiem, nauczycielem rozpalającym w słuchaczach miłość do medycyny.”

 

Panie Profesorze, dziękujemy za wszystko, co uczynił Pan dla medycyny, studentów i całego środowiska lekarskiego. Ten piękny Jubileusz pokazuje jak ogromny wpływ może mieć jeden lekarz – poprzez swoją wiedzę, odwagę, etykę i postawę – na życie pacjentów i kształtowanie kolejnych pokoleń medyków. Życzymy zdrowia, spokoju i niegasnącej energii na kolejne lata.

Znajdź nas na mediach społecznościowych

Biuro Śląskiej Izby Lekarskiej

ul. Grażyńskiego 49a
40-126 Katowice
NIP 634-10-07-704

Czynne w godzinach

pon. 8:00—16:00
wt. 8:00—16:00
śr. 8:00—17:00
czw. 8:00—16:00
pt. 8:00—15:00

Informatorium

32 60 44 276

Twórca aplikacji

Agencja Interaktywna CodeinCode